Maleficent

Słów kilka o Maleficent

Dawno, dawno temu… żył sobie Charles Perrault, który nie mając nad sobą nadopiekuńczych mam, ani bzdurnych nakazów i zakazów (wszak dziś nie można na dziecko podnieść głosu. O klapsie – zapomnij!), tworzył baśnie – piękne, wzbudzające zachwyt i niosące za sobą mądre przesłanie, lecz nie ociekające lukrem, pozwalające dzieciom oraz dorosłym odczuwać całą gamę emocji: od radości i miłości przez smutek i strach po gniew i nienawiść. Bo raczej trudno polubić matkę księcia, który zbudził Śpiącą Królewnę…

Zła, podstępna wikołaczyca, dla której zabrakło miejsca w każdej możliwej ekranizacji tej baśni, którą widziałam… Szkoda… Dobrze więc, że Robert Stromberg wespół z Lindą Woolverton postanowili chociaż przyjrzeć się bliżej Maleficent, sławetnej wróżce numer osiem, która rzuciła straszne zaklęcie na bezbronne dziecię. Co ją do tego popchnęło i jak się to wszystko zakończyło? Zobaczycie oczywiście w najnowszym obrazie wytwórni Disney’a z boską Angeliną Jolie w roli głównej. Polecam go naprawdę gorąco i to nie tylko z uwagi na Jolie oraz fantastyczne kostiumy stworzone przez naszą rodaczkę Annę Biedrzycką-Sheppard (trzymam kciuki za Oscary!). Ot taki polski akcent w hollywoodzkim filmie, o którym musiałam wspomnieć, bo uwielbiam kostiumy!!! I myślę, że o tym wiecie, jeśli choć raz oglądaliście Kinomankę w Babskie.tv. Taka tam dygresja :) „Maleficent” to coś, co warto zobaczyć i to na dużym ekranie. A zatem do kina marsz!

SŁÓW KILKA O MALEFICENT



Share This Post
Related Posts
Kroniki Rodu Lacey
RECENZJA: PIELGRZYM (TERRY HAYES)
krew-illapa
Krew Illapa by Robert Kilen