Rozmowa z Martą Guzowską

Marta Guzowska

Już wiecie, kogo Marta Guzowska widziałaby w roli Maria Ybla, gdyby doszło do ekranizacji jej powieści. Myślę, że Robert Downey Jr., albo ktoś jego pokroju, świetnie wykreowałby postać tego ekscentrycznego antropologa. Także ucieszyła mnie ta odpowiedź. I szczerze powiedziawszy, tak po cichu na nią liczyłam :) Za co autorka uwielbia Indianę Jonesa? Jakie kryminały poleca? Dlaczego głównym bohaterem oraz narratorem jej powieści jest antropolog, a nie archeolog? I co takiego fascynującego jest w skorupach? Zapraszam do przeczytania wywiadu z Martą Guzowską. Mam nadzieję, że się Wam spodoba :)

Dzień dobry Pani Marto. Proszę mi zdradzić, dlaczego ukończyła Pani archeologię? Dlaczego w ogóle zdecydowała się Pani na te studia? Pytam, ponieważ sama jestem absolwentką archeologii i nie jestem w stanie zliczyć tego, ile razy słyszałam, że to pewnie za sprawą Indiany Jonesa, ewentualnie Lary Croft. O ile w Tomb Raidera rzeczywiście chętnie grałam, o tyle Indianę Jonesa po raz pierwszy zobaczyłam dopiero na piątym roku studiów. Nie polubiliśmy się. Jak było z Panią?

Oczywiście za sprawą Indiany Jonesa! Mnie, w odróżnieniu od Pani uwiódł od razu, ten Harrison Ford to naprawdę przystojniak! A poważnie: myślę, że ogromną rolę w moim życiu odegrały „przymusowe” wakacje w Libii, w dzieciństwie. „Przymusowe”, bo mój Tata pracował tam na geodezyjnym kontrakcje, a ja z Mamą i Bratem kilkakrotnie dojeżdżałam na wakacje. Zwiedzaliśmy oczywiście wykopaliska archeologiczne – a Libia ma wspaniałe zbiory starożytne – ale urzekła mnie też atmosfera śródziemnomorskiego kraju: upał, czerwona spękana ziemia, kurz, kolczaste krzewy… Może teraz, kiedy to mówię, nie brzmi to atrakcyjnie, ale ja się zakochałam. Ilekroć wracam nad Morze Śródziemne, czuję się jak w domu.

Archeologia kojarzy się z poszukiwaniem skarbów, odkrywaniem ruin zaginionych cywilizacji, wielką przygodą. Bardzo romantyczna wizja, która niestety odbiega od rzeczywistości. Jak jest naprawdę? Doskonale opisał to Pani bohater w drugim rozdziale „Ofiary Polikseny”. Numery warstw. Numery obiektów. Numery skorup. Do tego brud, pot, zmęczenie. Praca na wykopaliskach bywa potwornie żmudna. Jak wspomina Pani pierwsze wykopy? Czy praca archeologa odpowiadała Pani wyobrażeniom?

Jest brudna i jest żmudna, ale jest niezwykle ciekawa. Ciekawsze od poszukiwania skarbów jest rozwiązywanie intelektualnych zagadek, a tym archeolodzy zajmują się przez cały czas. Tylko, żeby je rozwikłać, trzeba najpierw uporać się z tymi numerami warstw, numerami obiektów i numerami skorup. Brałam kiedyś udział w sezonie studyjnym na Krecie, gdzie przez dwa tygodnie, od 7 rano do 18, z przerwą na lunch, rozwiązywałam jeden po drugim woreczki z wcześniej wykopaną i umytą ceramiką, wysypywałam ich zawartość na stół, liczyłam skorupy, mierzyłam, ważyłam, wpisywałam te informacje do kart obiektów, wyławiałam najciekawsze egzemplarze do dalszego opisania i narysowania, i pakowałam wszystko z powrotem w płócienny woreczek. I następny, i następny. To było bardzo męczące i nużące, o wiele bardziej niż wykopaliska, gdzie za chwilę może przecież wyłonić się z ziemi coś fascynującego. Ale mnie na szczęście interesuje ceramika, więc te dwa tygodnie przeżyłam w ekstazie, wywołanej faktem, że mogę wziąć w ręce tyle skorup i tyle się nauczyć, empirycznie, o ceramice ze Wschodniej Krety. Tak, właśnie takie rzeczy wprawiają archeologów w ekstazę :-)

Cieszę się, że w swoich książkach demitologizuje Pani pracę archeologa. Świadomy zamysł? Aż tak bardzo denerwują Panią powtarzane stereotypy? Czy może bardziej śmieszą?

Śmieszą. Zdaję sobie doskonale sprawę z pokutującego w popkulturze mitu archeologa, ale sama z przyjemnością, jak już wspomniałam, oglądam filmy o Indianie Jonesie i Larze Croft. Podobnie zresztą jak kolejne części „Parku jurajskiego” :-) Natomiast próba obalenia tych mitów była jak najbardziej świadoma. Niewiele już da się powiedzieć o archeologu stojącym nad brzegiem wykopu w seksownym ubraniu safari i poganiającym robotników. Natomiast sporo jeszcze można powiedzieć o archeologu siedzącym na dnie wykopu w brudnych spodniach, odganiającym muchy, które lepią się do spoconej skóry, i próbującym narysować trzeci tego dnia profil. To gotowy materiał na mordercę, już koło dziesiątej rano!

Archeolog poszukuje odpowiedzi na pytania dotyczące przeszłości. Musi wykazywać się dużą wiedzą, posługiwać się metodą dedukcji, łączyć ze sobą rozmaite fakty. Jest więc swego rodzaju detektywem. Biorąc pod uwagę to, że zna Pani dość dobrze to środowisko i specyfikę tej pracy, czy właśnie dlatego postanowiła Pani napisać kryminał archeologiczny?

Debiutującemu pisarzowi zaleca się pisanie o tym, co najlepiej zna. A ja mam to ogromne szczęście, że najlepiej znam właśnie egzotyczne środowisko archeologów. W moim przypadku ta rada zresztą doskonale się sprawdziła, bo do licznych kłopotów z akcją i dialogami nie doszedł mi przynajmniej problem braku wiarygodności opisywanego środowiska. Natomiast co do kryminału: hmm… był taki moment w moim życiu, kiedy miałam ochotę zabić archeologa. Konkretnie mojego byłego męża. Obiecałam mu, że opiszę go w powieści jako wyjątkowo niesympatyczną postać, a potem uśmiercę, w mękach. Niestety ciągle mi się to nie udało, ale on ciągle czeka…

Jakie kryminały Pani poleca? I jak Pani myśli – z którym autorem kryminałów znalazłaby Pani wspólny język?

Polskie! Chyba naprawdę mija moda na kryminał skandynawski i nadciąga czas Polaków. W ciągu ostatnich lat na rynku pojawiło się tyle doskonałych pozycji, że nikt już nie może z czystym sumieniem powiedzieć: „nie czytam polskiego kryminału, bo nie ma w czym wybierać”. Zygmunta Miłoszewskiego i Marka Krajewskiego reklamować nie trzeba, ale wspomnę czwórkę moich ulubionych polskich autorów i ich powieści: klimatyczne kryminały historyczne Agnieszki Krawczyk, przerażające kryminały z półświatka Gai Grzegorzewskiej, oraz doskonale kryminały miejskie Mariusza Czubaja i Wojciecha Chmielarza. I to naprawdę przypadek, że z tymi autorami znajduję wspólny język :-) A na ich książki czekam i przed każdą premierą bajeruję wydawnictwa o egzemplarze przedpremierowe :-)

Najgorszy przeczytany kryminał to?

Taki w którym strzelba powieszona na ścianie w pierwszym rozdziale nie wypala aż do końca. Ale nie potrafię podać tytułu, bo czytam tylko dobre!

„Wszyscy ludzie przez cały czas” to już trzecia powieść, która wyszła spod Pani pióra. Tym razem przenosimy się na Kretę, lecz nie tę reklamowaną przez biura turystyczne. Kreta widziana oczami Maria to miejsce szare, ponure, wietrzne i niezbyt przyjazne. Jak wygląda Kreta widziana oczami Marty Guzowskiej? Dobrze zna Pani Grecję? Czy prowadziła Pani badania na tamtejszych stanowiskach?

Grecję i Kretę znam doskonale. Spędziłam tam kilkadziesiąt w sumie miesięcy na rozmaitych stypendiach, a także na pracach wykopaliskowych na stanowisku Halasmenos we wschodniej Krecie. A w wolnych chwilach na zwiedzaniu, ale archeolodzy zazwyczaj nie zwiedzają turystycznych stanowisk archeologicznych, takich jak Knossos (chociaż to też!). Archeolodzy biorą z wypożyczalni samochód, a potem przeciskają się nieutwardzonymi drogami w poszukiwaniu jakiegoś małego stanowiska archeologicznego, o którym znajomy powiedział, gdzie jest, ale niedokładnie. Oczywiście co chwila się gubią, więc zatrzymują się po wsiach, pytają o drogę, piją z mieszkańcami wsi piwo i raki, i toczą niekończące się pogawędki. Uwielbiam Grecję i Kretę, mam tam wielu przyjaciół i wracam przy każdej okazji. I marzę o greckim przekładzie przygód Maria, bo to dałoby mi pretekst do odwiedzenia Grecji w roli autorki…

Wracając do Maria – bardzo podoba mi się ta postać. Ba! Jestem w nim zakochana, ponieważ zawsze mówi to, co myśli, zawsze robi, to co chce, nie ogląda się na innych. Jego komentarze nie tylko dodają pikanterii różnym scenom, ale też bawią. Czy wykreowanie Maria Ybla było wielkim wyzwaniem?

Ja też jestem zakochana w Mariu, to już są nas dwie :-) I kocham go dokładnie za to, za co Pani. Nie, wykreowanie Maria nie było wyzwaniem ani problemem, bo jest to postać tak barwna, że bardzo szybko zaczęła żyć własnym życiem. Bez najmniejszego trudu mogę sobie wyobrazić, jak Mario zareaguje w konkretnej sytuacji. I zazwyczaj będzie to reakcja, która zirytuje innych…

Dlaczego głównym bohaterem oraz narratorem Pani książek jest antropolog, a nie archeolog? Dlaczego Mario a nie Pola?

Szczerze mówiąc próbowałam najpierw uczynić narratorką Polę. I powieść w ogóle się nie kleiła. W żaden sposób nie potrafiłam usłyszeć jej głosu. Dopiero, kiedy spróbowałam z Mariem, okazało się, że on mówi do mnie godzinami, a ja muszę to po prostu zapisać :-) Może więc, chociaż temu zaprzeczam we wszystkich wywiadach, Mario jest moim alter-ego?

Dlaczego antropolog? To zabieg techniczny. Po pierwsze chciałam mieć możliwość wysyłania Maria na wykopaliska na całym świecie. Gdyby był archeologiem, musiałby mieć ściśle sprecyzowaną specjalność i trzymać się jednego rejonu, np. Grecji i Turcji, jak ja. A antropolog zapraszany jest na rozmaite wykopaliska, gdzie znajdowane są szkielety. Mój przyjaciel i konsultant antropologiczny moich książek dr Wiesław Więckowski pracował na przykład w Polsce, w Grecji, w Izraelu i w Peru, więc to samo może robić Mario.

Antropolog pozwolił mi też rozwiązać inny problem, przed którym staje prędzej czy później każdy pisarz: jak przekazać czytelnikowi niezbędną do zrozumienia akcji wiedzę fachową bez utraty płynności narracji i bez wstawiania nudnych wtrętów. Gdyby w moich powieściach wszyscy byli archeologami, musieliby wygłaszać sztuczne wykłady o stratygrafii i innych problemach archeologicznych, a czytelnik po stu stronach rzuciłby książką w kąt. Antropolog może natomiast objaśniać archeologom to, na czym się nie znają i odwrotnie. Wystarczy to wpisać w żywy dialog i problem sam się rozwiązuje.

Zdaniem Maria archeologia jest nudna, aż się flaki przewracają. Bo co może być ciekawego w odkrywaniu stłuczonych garnków, a potem katalogowaniu ich i pisaniu sprawozdań. A jednak specjalizuje się Pani w badaniach ceramiki z drugiej połowy II tysiąclecia p.n.e. z rejonów Egei oraz wschodniej części basenu Morza Śródziemnego. Za co Pani lubi te tzw. skorupy? I jak Pani spróbowałaby przekonać Maria do swoich racji? Czy to by się w ogóle udało? Jak Pani myśli?

Maria bym nie przekonała, nie warto w ogóle próbować. Zresztą, gdybym spotkała Maria na żywo, wolałabym z nim flirtować, niż rozmawiać o ceramice :-)

Ale Pani mogę dać przykład, co jest fascynującego w skorupach. Na stanowisku w Troi, położonym w północnozachodniej Turcji, znalazłam fragmenty naczyń pochodzących z Jordanii, z Krety i z Egiptu. Małe kawałki, które łatwo przeoczyć w stertach odkopanego materiału. Takie skorupy wyglądają niepozornie, ale kryją się z nimi fascynujące zagadki. Kto je przywiózł do Troi? W jaki sposób? PO CO? Po co w ogóle ludzie z Krety, Jordanii i Egiptu jechali do Troi? A może to nie oni jechali, tylko jakaś miseczka lub dzban były sobie przekazywane z rąk do rąk przez wędrownych handlarzy i dopiero w Troi się stłukły, więc ktoś je wyrzucił? Jak przebiegały więc szlaki handlowe tych handlarzy. A może nie chodziło o handel, tylko o wizytę dyplomatyczną? Jak Pani widzi, jedna mała skorupa tworzy masę interesujących problemów badawczych, które próbuję rozwikłać.

Czy chciałaby zobaczyć Pani przygody Maria Ybla na dużym ekranie? Jeśli tak, kogo obsadziłaby Pani w głównych rolach? Kogo widziałaby Pani na fotelu reżysera?

Tak, tak, tak! Marzę o tym! Maria powinien zdecydowanie zagrać ktoś, kto wygląda jak Robert Downey Jr, to mój fizyczny ideał Maria. W sumie psychiczny też: zblazowany i cyniczny, głęboko ukrywający wrażliwość. Nie mam pomysłu na reżysera. Ale wyznam Pani, że jako wielka fanka Bollywood bardzo chciałabym zobaczyć przygody Maria również w tej wersji. Może byłby synem hinduskiego milionera i z rozwianym włosem latałby helikopterem ratować Polę, oczywiście ubraną w twarzowe sari? :-)

Jakie to uczucie zostać laureatką Nagrody Wielkiego Kalibru? Czy właśnie ta nagroda, przyznana Pani za debiut, czyli „Ofiarę Polikseny”, sprawiła, że postanowiła Pani kontynuować ten cykl?

Dostałam Nagrodę Wielkiego Kalibru już po tym, kiedy wyszła moja druga powieść o przygodach Maria „Głowa Niobe”. Czyli byłam już zdeterminowana, żeby pisać dalej i pisałabym pewnie też bez nagrody. Jakie to uczucie? Niech Pani zapyta tych, którzy dostali Oskara! Wspaniałe!

Podobno Mario walczy obecnie z wampirami. Czwarta część przygód Ybla w przygotowaniu. Czy na kartach tej książki spotkamy także Polę? I ile książek z Mariem w roli głównej planuje Pani jeszcze napisać? Czy myślała Pani nad stworzeniem innej serii, z innym bohaterem?

Czwarta część przygód Maria będzie działa się znowu w Polsce, w małym miasteczku w którym odkryte zostaną groby średniowiecznych „wampirów”. Mario będzie musiał jednak stoczyć walkę z zupełnie innego rodzaju wampirami. Pojawi się Pola, a właściwie więcej, niż się pojawi: odegra bardzo znaczącą rolę. Nie ma mowy, nie zdradzę jaką! :-)

Mario i Pola wrócą jeszcze w piątej części cyklu, którą na razie planuję jako ostatnią, chociaż „nigdy nie mów nigdy”, może jeszcze kiedyś napiszę co więcej o Mariu. Ale mam już w głowie nowego detektywa, równie dziwnego jak Mario, ale inaczej dziwnego. I w związku z tym pomysł na nowy cykl powieści.

Co najbardziej lubi Pani w pisaniu książek?

Moment, w którym bohaterowie zaczynają żyć własnym życiem i robią coś, czego dla nich wcześniej nie zaplanowałam. Pisanie książek jest, jeśli to w ogóle możliwe, jeszcze bardziej mozolne niż praca archeologa. Siedzi pisarz, często w piżamie, i próbuje zapanować nad akcją, dialogami, opisami, itd. I rzadko, niezwykle rzadko zdarza się, że widzi w głowie całą scenę jak film, pozostaje to tylko spisywać. Uwielbiam te momenty!

Gdyby mogła Pani posiąść jedną, nadzwyczajną moc, którą by Pani wybrała? Dlaczego?

Nie muszę wybierać, bo posiadam już nadzwyczajną moc: potrafię absolutnie zawsze i w każdym miejscu znaleźć wolne miejsce parkingowe. Bardzo przydatna umiejętność :-)

Dziękuję za rozmowę!!!

***************

Za książkę serdecznie dziękuję Wydawnictwu W.A.B. Dodam, że na kanale tego wydawnictwa (TUTAJ) znajdziecie fragmenty „Wszystkich ludzi przez cały czas” czytane przez Martę Guzowską, a także filmik, w którym autorka mówi słów kilka o swoim najnowszym kryminale. WARTO ZAJRZEĆ!

Marta Guzowska czyta fragmenty książki:

1. https://youtu.be/LcbZGChtliA
2. https://youtu.be/jns1xtJQ-9c
3. https://youtu.be/qmYQSmmQcK8

Share This Post
  • http://carrievandenis.blogspot.com/ Carrie Vandenis

    Ciekawy wywiad. Wile mówi o książkach i ich autorce. Zaintrygowały mnie pozycje z repertuaru pani Marty, więc może się skuszę :)

    • http://bookreviews.pl/ Book reviews by Anita

      Mam taką nadzieję :) Moim zdaniem są po prostu kapitalne! Tzn. te dwie książki, które czytałam. „Głowa Niobe” ciągle przede mną :)

  • Słomka

    Mega wywiad <3 powinnaś częściej przeprowadzać wywiady ! Bo naprawdę są bardzo ciekawe :)